środa, 8 kwietnia 2015

Rozdział I

ROZDZIAŁ I
" Pierwsza chwila"

   Tuż po narodzinach miałem problem ze wstaniem na nogi. Bardzo mnie bolały, zwłaszcza jedna. Czułem ogromny ból, i mimo że mama mnie pocieszała i zachęcała do podniesienia się to nic z tego nie wyszło. Leżałem wpatrując się w księżyc i czekając na pomoc. Ta noc była bardzo długa i ciężka. Pamiętam, że zacząłem odczuwać głód, a co za tym idzie - słabnąć. Miejsce w którym się znajdowałem było ciemne i zimne. Pod moim ciałem znajdowało się zimne podłoże. Słyszałem rżenie innych koni. 
Mama zaczęła kopać w ścianę tak zwanego "boksu" w którym się znajdowaliśmy. Nie wiedziała, że kopiąc to robiła ogromny hałas, przez co miałem ochotę znaleźć się jak najdalej od tamtego miejsca. Wiem jednak, że chciała dla mnie dobrze. Wzywała kogoś. Ale kogo?
                                                                     ***
   Nazajutrz nie mogłem się ruszyć. Oddychałem bardzo powoli, zdawało się, że coraz wolniej. Serce w końcu przestało mi bić. Byłem wyziębnięty, głodny, spragniony, bezsilny. Chciałem, aby to cierpienie jak najszybciej się skończyło. Straciłem wtedy przytomność. Mama na pewno to przeżywała, w końcu pomyślała, że umarłem. Mimo, iż nic nie czułem i widziałem tylko ciemność, to wiem że na moje kościste ciało spłynęła jej łza.
  Ocknąłem się widząc wokoło dziwne postacie. Nie były podobne do mamy. To właśnie oni uratowali mi życie. Skojarzyli mi się z dobrem. Byłem nieco wystraszony, ale zarazem zaciekawiony dwunożnymi. Zaczęli mnie głaskać. To było miłe uczucie. Kilka minut później dostałem butelkę z mlekiem i nareszcie mogłem poczuć się syty. Opatulono mnie kocem i przeniesiono do mojej mamy. Byłem za słaby, aby móc wstać na nogi, a poza tym nadal mnie bolały. "Dwunożni" jeszcze nie wiedzieli, że cierpię i nie mogę wstać.
Mama zaczęła mi opowiadać o tych istotach zwanych "ludźmi". Mówiła, że są różni, dobrzy i źli, ale Ci z którymi mieszkamy nie zrobią nam krzywdy. Mówiła, że spotkała się jednak spotkała się z takimi, którzy traktują nas, konie, okropnie.
Biczują nas palcatami, byśmy tylko szybciej szli w powozach, albo karcą za każdy błąd, karzą jechać coraz to szybciej wymachując wodzami. Nawet nie rozumiałem wtedy co to są wodze, albo palcat. Albo okrucieństwo...
  Przestraszyłem się, ale nie miałem ochoty o tym myśleć. Wolałem zasnąć, byłem zbyt wyczerpany.
Nagle obudził mnie krzyk. Był głośny, i nie należał do konia. Pomyślałem więc o ludziach, to pewnie jeden z nich zaczął tak krzyczeć. Wokoło mnie było bardzo ciemno, a przez okienko widziałem księżyc.
Patrzyłem w niego myśląc, co się stało na zewnątrz. Co w ogóle jest na zewnątrz? Nieznane światy? Czy jeszcze więcej koni i ludzi?
  Zastanawiałem się tak od dłuższego czasu, kiedy zorientowałem się, że koło mnie nie ma mojej mamy. Zacząłem ją nawoływać, ale nikt nie odpowiedział. Co się stało?
Leżałem tak kilka godzin nie mogąc zasnąć. Wkrótce ku moim oczom ukazała się ogromna, świecąca kula. Oślepiła mnie trochę, więc odwróciłem łebek od okna. Rozejrzałem się i postanowiłem jeszcze raz zawołać mamę. Jednak na próżno. 
  Leżałem dalej wpatrując się w okno nie zważając na oślepiające światło. Do moich oczu napłynęła łza rozpaczy i tęsknoty za kimś dla mnie bliskim. Również ból potęgował uczucie smutku i straty. 
  Noga bolała mnie coraz bardziej, a ja nic nie mogłem na to poradzić. Nikt nie zwracał uwagi na moje nawoływania. Czułem się samotny. Gdy wreszcie uznałem, że nic mnie już nie uratuje, drzwi mojego boksu otworzyły się.








   C.D.N.

2 komentarze: